info o mnie
Jestem grafikiem, a graficy zazwyczaj nie narzekają na brak pracy. Nie cieszę się więc wystarczającą ilością wolnego czasu, dzięki której mógłbym oddać się prowadzeniu porządnego, profesjonalnego bloga. Ale już tworzenie mikrobloga, graniczącego z tweetowym przemycaniem jedynie krótkich myśli i spostrzeżeń, jest jak najbardziej w moim zasięgu. Zapraszam zatem do czytania tych ulotnych zapisków, które często stanowić będą zaledwie przyczynek do poważniejszych rozważań (jednak już tylko w mojej lub Twojej głowie, drogi Czytelniku).



Zapisałem: 09.09.2016

Ebooki? Jak najbardziej! Zawsze? Niekoniecznie...



ebook epub mobi

Jestem wielkim fanem ebooków. Właściwie nie tyle samych ebooków, ile technologi e-ink, która zapewniając komfort czytania eksiążek porównywalny z wygodą czytania ich wydań papierowych, daje jednocześnie luksus oszczędzania fizycznej przestrzeni, którą standardowo musielibyśmy przeznaczyć na taką, czy inną biblioteczkę. I piszę to nie jako twórca ebooków, ale jako czytelnik.

Ale skłamałbym, gdybym napisał, że ebooki nie mają wad. Otóż mają. Podstawowym mankamentem ebooków jest to, że nie zawsze są w stanie dorównać ich drukowanym pierwowzorom. Oczywiście nie pod względem treści, ale pod względem sposobu - by nie rzec dosadnie, atrakcyjności – rozmieszczenia tejże treści. Technologia e-ink implementowana jest w czytnikach ebooków, które ani sprzętowo (rozmiar wyświetlaczy to 6-8 cali), ani softwarowo nie są przystosowane do tworzenia złożonych layoutów publikacji.

Ebooki prezentowane w technologii e-ink świetnie sprawdzają się w beletrystyce (osobiście nie kupuję już tego typu książek w wersjach drukownych – nie widzę takiej potrzeby). Ale zupełnie inaczej wygląda sprawa z książkami naukowymi, poradnikami, przewodnikami. W przypadku beletrystyki, gdzie kompozycja ma układ linearny i służy prezentacji obszernego tekstu ciągłego, czytniki e-ink nie zawodzą. W przypadku prac naukowych mamy jednak często do czynienia z układem linearno-przestrzennym (pęczniejącym) – tutaj tekst główny często jest poszerzony o krótkie informacje umieszczone w ramkach tekstowych lub w formie marginaliów. Jeszcze gorzej jest z gazetami, w których układ tekstu ma charakter typowo przestrzenny (mozaikowy) – wizualny.

Osoby, które dokonują konwersji tego typu publikacji (a dokonują!) do formatów elektronicznych muszą, z konieczności, sprowadzić rozbudowane, złożone układy przestrzenne do układów linearnych. Da się? Da, ale odbywa się to kosztem wspomnianej wcześniej ogólnej atrakcyjności składu tekstu, a często również i jego czytelności. Czy warto? Moim zdaniem – nie. Są książki, których po prostu nie warto, by rzec – nie wypada, konwertować do formatów elektronicznych. Ja w każdym bądź razie tego typu zleceń się nie podejmuję. Nie robię czegoś, na czego zakup później sam nie chciałbym wydawać pieniędzy.

Jestem pewien, że to kwestia czasu, kiedy czytniki e-ink umożliwią pełne odwzorowanie każdej publikacji drukowanej. Ale ten moment jeszcze nie nastąpił.

Fot. www.pixbay.com



Zapisałem: 04.09.2016

Nowy ebook Elżbiety Walczak


elżbieta walczak

Miło mi poinformować, że kilka dni temu ukończyłem konwersję do formatu elektronicznego najnowszego tomiku poezji pani Elżbiety Walczak. Zapraszam do lektury. Tomik (w wersjach epub i mobi) dostępny m.in. TUTAJ.



Zapisałem: 12.05.2016

Dasung nadzieją dla oczu grafika?


elżbieta walczak

Odkąd uległem fascynacji technologią e-ink, na której opierają się klasyczne czytniki ebooków (nie tablety), marzyłem o wprowadzeniu podobnego rozwiązania w monitorach. Uczucie zmęczonych, przekrwionych oczu, jako efekt kilku, czasem kilkunastu godzin spędzonych przed monitorem komputera, to bolączka każdego grafika. Taka praca – bez komputera i monitora się nie da. A jak świat światem, monitory oczy męczyły, męczą i męczyć bę... Ano niekoniecznie.

Jakiś czas temu chinska firma Dasung Tech wprowadziła na rynek 13,3 calowy monitor oparty właśnie na technologi e-ink. I gdy tylko ta wieść do mnie dotarła, do swojej listy marzeń małych i dużych dopisałem właśnie taki sprzęt. Cenowo to marzenie sytuuje się zdecydowanie w kategorii "dużych", ponieważ jego koszt to około 3000 zł. Ale z pewnością każdy, kto poznał zalety technologi e-ink, zrozumie mój zachwyt. To rozwiązanie otwiera możliwość spędzaniu takiej samej, jak dotychczas, ilości czasu przed monitorem, z tą różnicą, że po zakończeniu pracy uczucie zmęczonych oczu będzie nam obce (choć bólu pleców pewnie tak łatwo się nie pozbędziemy).

Oczywiście monitor Dasung nie wszystkim przypadnie do gustu. Po pierwsze nie uświadczymy tu koloru – obraz wyświetlany jest w odcieniach szarości. Po drugie odświeżanie, czas reakcji i efekt tzw. ghostingu powodują, że zdecydowanie nie jest to propozycja dla graczy. Jeśli jednak ktoś pracuje dużo z tekstem, to będzie to dla niego strzał w dziesiątkę. Dla webmasterów i programistów, którzy ciągle "grzebią" w jakimś kodzie oraz dla wszelkiej maści składaczo-łamaczy, którzy na tekstach "łamią" myszki komputerowe, jest to naprawdę wyśmienita propozycja. Oczywiście o takim monitorze należy myśleć jako o wyświetlaczu dodatkowym, który będzie stanowił uzupełnienie (bądź na odwrót) monitora kolorowego. Zarówno webmaster jak i składaczo-łamacz muszą od czasu do czasu obejrzeć swoją pracę w kolorze.

Niestety, Dasung Tech, jak do tej pory nie uruchomił europejskiej dystrybucji (o polskiej nie wspominając). W tej chwili to cudo można zakupić jedynie za pośrednictwem firmowej strony internetowej i sprowadzić sobie indywidualnie z Państwa Środka. A jak coś nawali? No cóż, najbliższy serwis jest w... Chinach :)

Czekam zatem niecierpliwie na nieco odważniejszą ekspasję Dasung Tech na rynkach europejskich. A tymczasem aplikuję sobie kolejne krople nawilżające do oczu.

Fot. www.facebook.com/dasungtech



Zapisałem: 08.05.2016

Pracowity pierwszy kwartał 2016



elżbieta walczak

Pierwszy kwartał 2016 roku upłynął mi pod znakiem twórczości pani Elżbiety Walczak, która prócz tego, że jest przemiłą osobą, to dodatkowo pisze świetne książki.

Czytam wszystkie publikacje, jakie przychodzi mi konwertować do wersji elektronicznych, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Już przy pierwszym ebooku, tj. "Enamorada" dałem się wciągnąć w wir wydarzeń rozgrywających się wokół niby normalnej, a jednak dość szalonej pary małżeńskiej, Eli i Mateusza... Zrywałem przy tym boki, bo to książka napisana lekko i z humorem. Potrafi poprawić nastrój w nijaki dzień.

Serdecznie polecam tego ebooka (w formatach epub i mobi/kf8) oraz wszystkie pozostałe tytuły autorstwa pani Eli. Dostępne są np. TUTAJ.